Fakty i mity o Brytyjczykach i Wielkiej Brytanii

W XXV już odsłonie cyklu „W 80 blogów dookoła świata” blogerzy językowi i kulturowi mieszkający w różnych zakątkach świata obalają – a może i potwierdzają? – mity oraz stereotypy na temat wybranego obszaru językowego. Jako anglista rozprawię się z fałszem nie tylko o Wielkiej Brytanii, ale i jej mieszkańcach.

balloon logo small

Anglia, Wielka Brytania, Zjednoczone Królestwo to śliczne nazwy na to samo.

Nazwy te są często zamiennie stosowane, ale przez tych, który nie wiedzą, co czynią, a słowa potrafią ranić! Technicznie rzecz ujmując, Wielka Brytania jest unitarnym państwem wyspiarskim, w skład którego wchodzą następujące regiony: Anglia, Irlandia Północna, Walia i Szkocja (swoją drogą Irlandia Północna leży na wyspie o nazwa Irlandia, a Walia i Szkocja znajdują się na wyspie Wielka Brytania). Ponadto Wielka Brytania posiada wiele terytoriów zależnych, ale niewchodzących w skład Zjednoczonego Królestwa. Nie pomagają też różnice w oficjalnym nazewnictwie w języku polskim i angielskim: w języku angielskim bowiem skrócona nazwa państwa to the United Kingdom („Zjednoczone Królestwo”), a nazwa Great Britain („Wielka Brytania”) odnosi się tylko do Anglii, Szkocji i Walii; w języku polskim natomiast oficjalna nazwa kraju to Wielka Brytania właśnie. Pełna nazwa kraju w języku angielskim to the United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland („Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej”).

Anglik, Brytyjczyk – dwa bratanki

No nie, bo każdy z danego regionu może się określać konkretnym mianem. Możemy więc mówić o Anglikach z Anglii, Irlandczykach z Irlandii, Walijczykach z Walii i Szkotach ze Szkocji. Co więcej, niektórzy są na tyle wyczuleni, że najbezpieczniej (i w pewnym sensie najpoprawniej) jest nazywać każdego Brytyjczykiem. Jako ciekawostkę dodam, że w badaniach brytyjskiego urzędu statystycznego zdarza się, że mieszkańcy poszczególnych regionów podają podwójną „narodowość”, np. Anglik-Brytyjczyk czy Szkot-Brytyjczyk.

The Queen rules, czyli królowa rządzi!

A pewnie, ale tylko na tronie. Monarchia już od dawna nie ma władzy politycznej ani nad Wielką Brytanią, ani nawet nad terytoriami zależnymi. Każdy region Wielkie Brytanii posiada własne władze i choć teoretycznie królowa faktycznie jest głową wszystkiego, praktycznie jej rola ogranicza się do ceremoniału. W skrócie: królowa dla Wielkiej Brytanii jest tym samym, czym dla Kanady, a monarchia istnieje dzisiaj niemal tylko z przywiązania do tradycji i miłości do pieniędzy z turystyki. Warto jednak pamiętać, że w języku angielskim w stosunku do aktualnie panującego władcy stosujemy zapis King („król”) lub Queen („królowa”) dużą literą.

Brytyjczycy to zimne ryby.

Ten, kto to powiedział, najpewniej nigdy koło Wielkiej Brytanii nawet nie stał, a jeśli już, to pewnie otaczali go Polacy. O mieszkańcach Wysp wiele można powiedzieć, ale na pewno nie to, że są wyniośli i niemili. Jest wręcz przeciwnie! Jak na ludzi, którym słońce nieczęsto przyświeca, są nadzwyczaj pogodni, serdeczni i dowcipni, choć faktycznie ich humor jest specyficzny i albo się go lubi, albo nie. Ja sobie już nie potrafię wyobrazić życia bez codziennej dawki angielskiego humoru wstrzykiwanej uszami wprost do mózgu, no ale jako magister anglistyki nie jestem tu zbyt obiektywny.

W Wielkiej Brytanii jest paskudnie, cały czas leje i pingwiny latają po ulicach.

Po pierwsze, pingwiny to nieloty. Po drugie, średnie temperatury podczas brytyjskiej zimy mieszczą się w przedziale od 0 do 6 stopni i prawie nie ma śniegu (a przynajmniej w centrum i na południu, bo północ to taka już trochę Alaska), a jak już spadną te trzy centymetry, miasta zostają sparaliżowane, bo nie działa transport publiczny i ludzie mają wolne. Podczas brytyjskiego lata z kolei temperatury zwykle oscylują między 15 a 25 stopni, choć bywa i goręcej. Warto przy tym zauważyć, że zimniej jest im dalej na północ, a cieplej na południe, no ale to chyba oczywiste. Deszcze? Fakt, pada więcej i częściej niż w Polsce, ale opady często są krótkie (choć nieprzewidywalne). Nowa Zelandia, Japonia, Szwajcaria czy Norwegia z deszczami specjalnie się nie kojarzą, a to właśnie między innymi w tych krajach roczne opady są dużo wyższe niż w Wielkiej Brytanii.

Punkt piąta cały kraj zamiera, bo wszyscy piją ‘five o’clock tea’.

Po czym poznać obcokrajowca w Wielkiej Brytanii? Po popołudniowej herbatce. Jakem żyję, takem nie widział Anglika, który by o piątej rzucił wszystko w cholerę, byle tylko swoją świętą herbatkę wypić. Nikt tego już nie robi. Nawet królowa jest wtedy zajęta machaniem do plebsu. Jest to bardzo przyjemna tradycja, nie przeczę, ale nie wygląda to już tak, jak kiedyś.

Brytyjczycy wypijają pierdyliard litrów herbaty na głowę rocznie i nikt ich w tym nie pobije.

Kolejny mit z herbatą w tle. Pewnie, że Brytyjczycy mają sentyment do herbaty, ale nawet jeśli wziąć pod uwagę liczebność kraju (i źródło danych), Wielka Brytania zwykle stoi za Chinami, Turcją i Indiami. Co ciekawe, mit ten ma korzenie w faktach, ale podtrzymują go osoby, które nie wiedzą, że mieszkańcy Wysp terminem tea określają nie tylko herbatę, ale i po prostu posiłek jedzony pod wieczór. Gdy więc następnym razem Brytyjczyk zaprosi Was to come around for tea, możecie być niemal pewni, że nie chodzi tylko o herbatę. Chyba że zaproszenie wysłała królowa. Jeśli interesuje Was ten dość intymny związek Brytyjczyków z brązowym naparem bogów lub też nie wiecie, czy mleko wlewamy do herbaty, czy herbatę wlewamy do mleka, przeczytajcie mój artykuł Angielska herbata: historia obsesji i instrukcja picia.

Brytyjczycy są beznadziejnymi kucharzami, a angielskie jedzenie przypomina ciapę bez smaku.

Zgadza się, że powodu II wojny światowej na Wyspach nie dość, że nie było różnorodności w tym, co się nadawało do spożycia, to to, co było dostępne, było jednocześnie racjonowane, ale dzisiaj jest to już po prostu nieprawda. Wielka Brytania to raj dla smakoszy dzięki różnym nacjom, które przywędrowały na Wyspy. Mnie do dzisiaj brakuje mojego ukochanego full English breakfast. Niektóre źródła podają, że pod względem liczby restauracji Londyn może się równać z Nowym Jorkiem (tak, tym w USA), a także że oferuje większy wybór kuchni świata niż francuski Paryż. A brytyjskie desery? Bajka! Sami się przekonajcie, bo pisałem już o tym w tekście Słodka kwintesencja brytyjskiej sztuki kulinarnej.

Język angielski jest trudny/łatwy/głupi/zielony/śmierdzi.

Jeśli natomiast chodzi o język angielski, zainteresowanych odeślę do wpisu Mity o nauce języka obcego.

Kogo natomiast intrygują stereotypy odnośnie innych narodowości, tego zachęcam do odwiedzin u pozostałych autorów biorących udział w aktualnej edycji akcji.

Austria

Viennese breakfast: 5 faktów i mitów o Austrii

Chiny

Biały Mały Tajfun: 5 mitów o Chinach

Finlandia

Finolubna: 5 stereotypów o Finach

Suomika: 5 mitów i faktów o języku fińskim

Francja

Madou en France: 5 stereotypów o Francuzach, czyli co zaskoczyło mnie we Francji cz.2

Między Francją a Szwajcarią: (Nie)stereotypowo o podejściu Francuzów do języka angielskiego 

Zabierz swego lwa: Ci tchórzliwi Francuzi, którzy podbili Anglię

Gruzja

Gruzja okiem nieobiektywnym: Najbardziej mylące stereotypy o Gruzji

Japonia

japonia-info.pl: Mity na temat języka japońskiego

Kirgistan

Enesaj.pl: Pięć stereotypów o Kirgistanie i Kirgizach

O języku kirgiskim po polsku: Językowe stereotypy o Kirgizach

Niemcy

Niemiecka Sofa: 5 niemieckich mitów i legend

Norwegia

Pat i Norway: 5 obiegowych stereotypów o Norwegii i Norwegach

Tanzania/Kenia

Suahili online: 5 mitów o Kenii i Tanzanii (i o Afryce w ogóle)

Wielka Brytania

Angielski c2: Język prawdę Ci powie

English tea time: Angielski oczami ucznia

Język angielski dla każdego: 5 stereotypów o Anglikach

Włochy

Obserwatore: A może by tak zamieszkać w słonecznej Italii? Mity o Włoszech.

Wloskielove: Obalam 5 stereotypów o Włochach

,
14 comments on “Fakty i mity o Brytyjczykach i Wielkiej Brytanii
  1. Ten śnieg i paraliż miast hahaha! To jest tak bezbronne, że aż urocze :D Najlepsza wymówka, żeby nie iść do pracy :P A śnieg przeważnie i tak pada z deszczem, więc zaraz znika

  2. Ale przecież ‚five o’clock tea’ istnieje. Cały czas. Tylko, że to nie jest zaparzana herbatka tylko obiad/obiadokolacja ;) O 12-13 jest lunch/dinner a o 17-18 jest właśnie dinner/tea. Dlaczego dwie nazwy na niby to samo? Mówi się, że osoby z wysokich sfer mówią lunch i dinner a osoby z mniejszych miast (tzw plebs) mówią dinner i tea – i szczerze mówiąc nikt się tego nie wstydzi.

    Jeżeli ktos chce powiedzieć, że ma ochotę na herbatę to mówi ‚cup of tea’ ewentualnie w zalezności od miejsca zamieszkania powie ‚cuppa’ albo ‚brew’. Na pewno nie powie samo ‚tea’ bo to oznacza posiłek :)

  3. dla „ułatwienia” (nie) można dodac że wszystkie te kraje leżą na British Isles (również Irlandia). I pewne sprostowanie, dobrze abyś wiedział: Twój cytowany Irlandczyk z Irlandii to tylko ten który jest z Republiki czyli z suwerennego państwa nie należącego do UK. Ten z Irlandii Północnej określa się jako: British lub Northern Irish a jeśli tylko Irish to doda że mieszka w Northern Ireland. Czyli z założenia Irlandczyk z Irlandii to mieszkaniec innego kraju.

    • Wiem, co to Irlandia, ale liczę też na inteligencję czytelników. ;) Napisałem w tekście, że informacje są z brytyjskiego urzędu statystycznego, i to na nich oparłem ten punkt, więc zainteresowani mogą zgłębić temat.

      W ogóle kwestia „brytyjskości” jest szalenie ciekawa i chciałem ją tu nawet poruszyć, ale jest za długa, w związku z czym zasługuje na osobne opracowanie.

      • jeśli wiesz to brawo, jednak nie wynika to jednoznacznie z Twojego wpisu: „bo każdy z danego regionu może się określać konkretnym mianem. Możemy więc mówić o Anglikach z Anglii, Irlandczykach z Irlandii, …” – Irlandia to nie region a niezależne państwo.

  4. Ciekawy artykul. Jaka jeszcze roznica jest miedzy naszymi nacjami, gdy Polak robi impreze, szykuje jedzenie, im wiecej tym lepiej, nawet I alkohol. Gdy dostajesz zaproszenie na Szkocka impreze urodzinowa, raczej sam musisz zadbac o swoj alkohol a nawet I o cos do przekaszenia.
    Zgadzam sie ze Brytyjczycy sa bardziej usmiechnieci, wyluzowani! umieja gotowac I gotuja smacznie. Jestem na takim etapie swojego zycia ze wiekszosc moich przyjaciol I znajomych to Szkoci, nie czesto spotykam sie z Polakami a jak juz sie spotkam to slysze tylko ciagle narzekanie :)

    • Tak jest, bo gdy człowiek jest szczęśliwy, nie chce i nie będzie przebywać w towarzystwie niezadowolonych ludzi. Gdyby narzekanie było sportem narodowym, Polacy by kosili złoto na lewo i prawo. ;)

  5. Rzeczowo podszedłes do zagadnienia. Zgadzam się z tym co tu napisałeś. Co do typowo brytyjskich deserów to oni rzeczywiście lubią ciapkowato, wszystko zalewają swoim ulubionym custard… Zamiast 5 o’clock tea, to raczej pinta w pubie…
    Anglicy sa rzeczywiście pogodni i przyjaźni, szczególnie w pierwszym kontakcie, gościnnością raczej nie grzeszą – życie towarzyskie raczej odbywa sie poza domem. Co mogę jeszcze dodać, większość prowadzi niesamowicie konsumpcyjny tryb życia, zakupy co weekend oraz wyprzedaże to uzależnienie :-)

  6. zgadzam sie z Toba ,tez to wszystko zauwazylam ale walka ze stereotypami to walka z wiatrakami pozdrawiam

    • It is a bit like tilting at windmills… Niemniej ludzie często nie doceniają grupy, która składa się z jednostek. Jeśli przełożymy działania jednej osoby na działania grupy, do której należy, zobaczymy nowe działa grupy. Lub jego brak. Dlatego warto działać, bo nawet jak się nic nie zmieni, to przynajmniej będzie się mieć czyste sumienie. ;)

Odpowiedz na „~Magda | Madou en FranceAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>