Jakich pytań nie zadawać nauczycielowi języka angielskiego?

Nauczyciel dużo mówi, to fakt, jednak to, że niemal tylko podczas snu ma zatkaną jamę chłonąco-trawiącą, nie oznacza, że wylewa ze swych trzewi potoki zdań dla samej tylko sztuki mówienia. Gdyby tak było, wszycy bylibyśmy Shakespeare’ami, a jesteśmy tylko diamentami. Odbiorcami mądrości wydobywających się z naszych strun głosowych i spływających z naszych ust jesteście Wy, uczniowie, słuchacze i kursanci, ale niektórzy po prostu nie słuchają.

Część nie słucha mniej, a inni bardziej. Istnieją też tacy, którzy w ogóle nie zwracają uwagi na to, co się do nich mówi, chociażby się im megafonem do obu uszu naraz darło. Niektórym nauka nie leży, a innym nie leży nic. I to wszystko jest w sumie w porządku, bo jesteśmy tylko ludźmi, a badania dowodzą, że nauczyciel to też człowiek. Kiedy jednak padnie z ust ucznia jedno z „tych” pytań, nauczyciele przybierają you-did-not-just-say-that-to-my-face wyraz twarzy.

hopeless

fot. pixabay.com

Oto lista pytań, przed których zadaniem trzeba pomyśleć ze dwa, trzy, a najlepiej tysiąc razy. Kto się zmęczy, ten nie zada, a kto wytrwa, ten może zrozumie błąd nim go popełni.

  1. „Po angielsku?”
    No cóż znowu! Przecież dzisiaj mamy lekcję baletu i będziemy ćwiczyć salta z przysiadem na suficie. W trakcie, między żyrandolem a karniszem, możesz recytować starofrancuską poezję śpiewaną.
  2. „Całym zdaniem?”
    Nie, kochanie, półsłówkami. Nie po to się uczymy, byś męczył główkę tworząc zdania! Full sentences are sooo 2015!
  3. „Czy mam przeczytać polecenie?”
    Jeśli jesteś na tyle zdolny, by zrobić zadanie, uprzednio nie zapoznawszy się z instrukcją, then by all means, do whatever pleases you most!
  4. „Czytać od początku?”
    Jeśli się nad tym zastanowić, to czytanie nie tylko od końca, co od tyłu może być ciekawym doświadczeniem. Let’s try it out, shall we?
  5. „A to na ocenę?”
    Nie, na wdzięczność, po czym usiądziemy w ogrodzie i będziemy sobie czesać włosy, czytając „Burzę” Shakespeare’a w oryginale.
  6. „Czy musimy to robić?”
    Truth be told, ja nie muszę…
  7. „Anglicy naprawdę tego używają?”
    Anglicy zatrzymali się na etapie zejścia z drzew; chrząkają i pomrukują do siebie. Amerykanie, Kanadyjczycy i Australijczycy zresztą też. Przedimki, czasy, tryb łączący, zdania warunkowe, stronę bierną, czasowniki złożone i inne zagadnienia wymyślili Polacy, żeby innym Polakom życie utrudnić. To chyba oczywiste? Próbuj szczęścia, ale jeśli jednak z chrząkaniem jakimś cudem Ci nie wyjdzie, daj znać, bo książki czekają.
  8. „A po co mi to?”
    Ach, to jak pytanie o sens istnienia! Ano choćby nawet po to, by sprawnie posługiwać się językiem, bo nie wiem, czy pamiętasz, ale po to się uczysz języka angielskiego. Nie dla mnie, a (ponoć) dla siebie.
  9. „Mieszkam w Anglii już x lat, więc czy naprawdę muszę się uczyć gramatyki?”
    Um… yes. Miałeś kiedyś katar? I co, to czyni Cię lekarzem?
  10. „I po co praca domowa?”
    Po to, bąbelku, byś miał okazję przećwiczyć to, co przed chwilą niemalże siłą wtłukłem Ci do głowy.
  11. „To będzie na teście?”
    Nie, nie będzie. Zajmujemy się tym teraz, by zmarnować mój czas i twoje pieniądze.
  12. „Teraz?”
    Nie, wczoraj, bo dzięki temu mamy problem z głowy. I Nobla do podziału za wynalezienie wehikułu czasu.
  13. „A dlaczego pan X mówił inaczej?”
    A czy ja wyglądam jak pan X? Jeśli tak to źle wyglądam. Odpowiadam tylko za siebie, ale jeszcze moment i mogę przestać…

Teraz już wiecie, dlaczego moje ulubione kubki mieszczą pół litra i czuję się wielce urażony, gdy ktoś podaruje mi mniejszy. Bo my, nauczyciele, dużo pijemy. Herbaty, oczywiście. Jeśli więc kiedykolwiek komukolwiek przeszłoby przez myśl, by zadać jedno z zakazanych pytań… just don’t.

Żeby nie było: moi uczniowie napawają mnie dumą, a jeśli ktoś się potknie, to dostanie kopa, by szybciej wstać. Ale powiedzcie mi, szanowni koledzy po fachu, macie swoje „ulubione” pytania, które dopisalibyście do powyższej listy? Let me know in the comment section below!

117 comments on “Jakich pytań nie zadawać nauczycielowi języka angielskiego?
  1. Po części pytań wnioskuje, że mógłbyś poćwiczyć task setting i zadawanie CCQs. Jeżeli naprawdę odpowiadasz swoim uczniom tak jak tu napisałeś to trochę im współczuje.

    • Skoro bawimy się w pochopne wnioskowanie, to ja wnioskuję, że mógłbyś poćwiczyć interpunkcję i ortografię, bo jeśli tak im piszesz, jak tu napisałeś, to trochę im współczuję. No i chyba kulejesz z humoru i ironii. Cheers!

  2. Punkt 7 tego wpisu poruszył mnie najbardziej. Nie Anglicy tego nie używają. Angielski w praktyce inaczej wygląda niz na lekcji języka angielskiego i to jest fakt niepodważalny. Ileż to paniusi i paniusiow przybyło na wyspy po filologii z główkami napchanymi zbędnymi danymi i co? I słowa nie mógł z siebie jeden z drugim wydusić. Native speaker ma to gdzies czy mowi she does czy she do tak jak Polacy mówią poszlem zanim poszedłem. Aby komunikować sie po angielsku wystarczy znać 4 czasy bo reszta i tak wyjdzie w praktyce. Moja rada: oglądajcie tv, filmy i seriale a będziecie mowić biegle. Pozdrawiam.

    • Oczywiście, że używają, ale nie wiedzą od strony teoretycznej, co to za struktury. Zupełnie jak Polacy, którzy stosują przypadki, choć często nawet nie wiedzą, ile i jakie to przypadki w ogóle istnieją. Nie istnieje też coś takiego jak mistyczne cztery „podstawowe” czasy; tak może powiedzieć tylko osoba, która nie zna języka angielskiego.

      Podejście do nauki zależy od tego, po co komu język angielski. By kupić bułkę w sklepie, nawet słownik nie jest potrzebny. By zdobyć pracę lub otrzymać awans, trzeba jednak mówić poprawnie, ale jeśli dla kogoś nie ma różnicy między „poszłem” a „poszedłem”, to cóż, każdy ma prawo do własnej błędnej opinii.

      Byle jaka nauka to byle jaki język, ale niektórym to wystarcza.

      • Zgadzam się z Tobą, ale mam pewną ciekawostkę: jesienią 2012 roku byłem w Londynie. Byłem w sklepie, gdzie sprzedawcą był czarnoskóry Brytyjczyk. Mówił z akcentem pięknym niczym dziennikarze BBC, ale mimo to powiedział do mnie: „I didn’t see you before.”
        As far as I know, the Present Perfect should be used in this sentence. What do you think?

      • Nie wiem dokładnie jak jest z językiem angielskim. Jednak podobne spostrzeżenia mogę odnieść do niemieckiego. Na prawdę strona techniczna nie jest mi znana, jednak jestem w Niemczech od jakiegoś czasu. Języka uczyłem się poprzez imersję, ani razu nie byłem na kursie, nie brałem korepetycji.

        Nie mówię, że osoby po szkole języka nie znają ale używają go na pewno całkowicie inaczej niż Niemcy. Miałem przyjemność pracować chwilę z nauczycielka niemieckiego, która jest Polką i w Polsce zdobyła wykształcenie. O tyle o ile do akcentu czepiać się nie muszę (chociaż przyznam że uszy bolały) to sposób w jaki się wypowiadała, słownictwo oraz taka dokładność podczas używania czasów była dla Niemców nie zrozumiała. I na prawdę, ja uczyłem się tylko kilka miesiecy w pracy, a byłem proszony o to by tłumaczyć co owa kobieta próbowała przekazać. Wiem że istnieje wiele czynników, które mogą wpływać na taki stan rzeczy jednak prawie zawsze rozpoznaje kto kończył kurs języka a kto uczył się go tak jak ja.

        Moim zdaniem. Zaznaczam że jest to własny wniosek. Najlepsza metoda nauki leży gdzieś po środku. Ja dowiaduje się jak działa język już umiejąc z niego korzystać, tak jak robiłem to kiedy uczyłem się polskiego. Nauczyciele czesto zbyt mocno kładą nacisk na kwestie techniczne podczas nauki tak jakby każdy z uczniów miał zostać specjalista. Język to narzędzie (przede wszystkim), a kursy są po to by nauczyć się nim posługiwać.

        • Hmm… trudno mi się do tego odnieść, bo nie wiem, na jakim etapie ona skończyła studia (i czy w ogóle skończyła, ponieważ w Polsce można być nauczycielem w przedszkolu bez studiów, wystarczy certyfikat), ale jeśli Niemcy jej nie rozumieli, to o czymś to świadczy. Z drugiej strony nie wiem, o jakiej branży mówisz ani z kim pracujesz, bo nie oszukujmy się, ale wielu rodzimych użytkowników danego języka sama nie posiada wyższego wykształcenia, popełnia mnóstwo błędów i mowa poprawna zwyczajnie nie zawsze od razu do nich dociera.

          Jak w każdym zawodzie i wśród językowców są osoby, których niekompetencja rzuca złe światło na innych. Studia to jedno, ale kontakt z żywym językiem to drugie. Dlatego też ja sam zdecydowałem się, by część studiów odbyć w Wielkiej Brytanii, ale jednak większość osób z mojego roku nie skorzystała z takiej możliwości. Szkoda, bo taka szansa przytrafia się raz!

          Język, jak zauważyłeś, to narzędzie, a narzędzia mają służyć nam, nie odwrotnie. Język więc trzeba umieć dostosować do sytuacji – i to nie ma znaczenia, czy mówimy o komunikacji w języku obcym, czy ojczystym. W ostateczności jeśli pójdę na polski bazar i zacznę wylewać z siebie poezję śpiewaną, nie będzie mieć znaczenia, że jestem Polakiem, bo i tak najpewniej wyjdę na klauna. ;)

          Poza tym, będąc językowcem, trzeba nie tylko stale się szkolić, ale i mieć codzienny kontakt z żywym językiem, a wiele osób zapewne kończy edukację i dalszą pracę nad sobą z dniem odbioru dyplomu.

          Nie istnieje jednak jedna najlepsza metoda, a jedynym predykatem sukcesu jest własna motywacja, motywacja wewnętrzna. Bez autentycznego zaangażowania, bez wzięcia odpowiedzialności za własną naukę nawet najcudowniejsze metody i najwspanialsi nauczyciele nic nie wskórają, bo nikt się niczego za nikogo nie nauczy. Uważam jednak, że można sobie pomóc, korzystając z wielu źródeł języka, a skupianie się na jednym czy dwóch to samoograniczanie tam, gdzie powinny królować i kreatywność, i krytyczność.

  3. hahahaha cała prawda :D jeszcze jest jedno pytanie, które mnie doprowadza nie wiem już czy do płaczu, czy do śmiechu….sytuacja: tłumaczę zadanie np nr 2, które mają zrobić teraz na lekcji, a w tle pytanie ” a co trzeba zrobić w zadaniu nr3?” A czy my robimy to ćwiczenie ?! Albo 90 % grupy już skończyła robić ćwiczenie i nagle: ” A co trzeba było zrobić w tym ćwiczeniu? Z kolekcji sooooo true ! :)

  4. Dodam jedno od siebie. Pytanie (w dwóch wersjach, ale znaczy mniej więcej to samo), które pada zbyt często od uczniów na korepetycjach (a szczególnie od jednej 10latki): „A MUSZĘ PISAĆ?/MOGĘ USTNIE?”

  5. hahahahahahhahahahaha! Swietne! Pamietam sama bylam doscy opornym uczniem, szczegolnie jesli chodzi o jezyk angielski :P Jednak to sie przydaje…prosze bardzo o to jak ja skonczylam :P lepiej sie uczcie! :P

  6. Nauczycielem nie jestem, ale nadal uczniem :) Czytałam to wraz z moim chłopakiem ;) Niektóre punkty są w punkt ! :P A tak serio to miałam banana od ucha do ucha. Coś w tym jest co piszesz. Bardzo faja i ciekawa notka :3 Niektóre pytania znam z praktyki choć… sama jeszcze żadnego nigdy nie zadałam (przynajmniej tak mi się wydaje jeśli dobrze pamiętam). Pozdrawiam!

  7. Haha, oj, skąd ja to znam ;) U mnie często jest tak, „dzieci, co znaczy a parrot?”, odpowiadają chórkiem – PAPUGA!. „Well done, więc teraz wszyscy głośno powtarzają!”, dzieci: PA PU GA!.. Dopiero jak dodam „in English” to słyszę karykaturalne „parrot” ;)

  8. na pytanie czy mamy to przepisać odpowiadam, że nie, ja po prostu lubię brudzić się kredą:) Albo skoro ja się brudzę kredą to wy też się ubrudzicie tuszem:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>