Słownik to więcej niż słowa

Wbrew pozorom korzystanie ze słownika nie jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać, a to z prostego powodu: nikt tego nie uczy, uważając tę umiejętność za oczywistą. Sytuacji nie sprzyja fakt, że zadziwiająco często, ucząc się języka obcego, zaniedbuje się własny język. Postanowiłem więc podzielić się z Wami tym, co zawsze mówię swoim uczniom i kursantom, ponieważ jedną sprawą jest wiedzieć gdzie, a drugą – co i gdzie szukać.

Na pierwszy plan wysuwają się słowniki polsko-angielskie i angielsko-polskie, co jest zrozumiałe, ponieważ by zacząć posługiwać się danym terminem, trzeba przede wszystkim poznać jego podstawowe znaczenie. Ameryki nie odkryłem, legenda Kolumba żyje nadal. Na tym jednak kończy się rola takich słowników. Niestety, bardzo często poznanie znaczenia utożsamia się z poznaniem funkcjonowania danego wyrazu. Nic bardziej mylnego! Kolejnym, nieodłącznym krokiem w nauce słownictwa powinno być sprawdzenie roli danego wyrazu w szerszym kontekście (czyli w wypowiedzi), bowiem żeby móc poprawnie operować danym zwrotem, należy poznać jego formy i wiedzieć, w jakich związkach występuje. Ostatecznie nic jak poprawność i kolokacje nie nadaje naszemu językowi większej naturalności. Takie informacje znajdziemy jedynie w słownikach angielsko-angielskich. To z nimi powinno się najwięcej pracować, a nie z ich kieszonkowymi parodiami. Bez dalszych poszukiwań równie dobrze w ogóle można sobie odpuścić naukę języka! No chyba że komuś wystarczy komunikacja na zasadzie monkey see, monkey do.

Słowniki angielsko-angielskie to skarbnice praktycznej wiedzy o języku obcym, ale natłok zgromadzonych w nich informacji może zniechęcić. Na co więc szczególnie warto zwrócić uwagę, gdy już sięgniemy po księgę, którą przy odpowiednim zamachu można by pozbawić kogoś życia? To już zależy od części mowy, która nas interesuje. Poniżej prezentuję minimum informacji, z którymi należy się zapoznać podczas nauki nowego słownictwa w języku angielskim, żeby miała sens i nie poszła na marne.

Jeśli chodzi o czasownik, to sprawdzamy regularność jego odmiany. Jeśli jest regularny (regular), sprawa jest prosta: formy przeszłą (past simple) oraz imiesłowu przymiotnikowego biernego (past participle) tworzymy poprzez dodanie sufiksu (końcówki) -ed. Dzieje się tak choćby w przypadku czasownika to work, którego obie wspomniane formy to worked. Ewentualnie, gdy czasownik w bezokoliczniku kończy się na -e, dodajemy sufiks -d (jak w czasowniku bathe – bathed), lub gdy kończy się na -y, a wcześniej jest spółgłoska, używamy sufiksu -ied (copy – copied). Ot, cała filozofia koniugacji w jednym palcu.

Jeśli jednak odmiana jest nieregularna (irregular), obie formy należy sprawdzić, choć w miarę nauki i w nich zaczniecie zauważać regularność odmian pod względem powtarzających się wzorów fonetycznych i ortograficznych, jak przy buy – bought – bought oraz seek – sought – sought czy put – put – put oraz cut – cut – cut (wymaga to jednak czasu i znajomości dużej liczby czasowników, a i tak nie zawsze się sprawdza). Na szczęście większość czasowników w języku angielskim cechuje się odmianą regularną, więc nie sprawia to większego problemu. Kto twierdzi inaczej, jest leniem. Śmierdzącym! Poza tym znając te formy czasownika, które – nie oszukujmy się, ale w porównaniu z innymi nowożytnymi językami są nieliczne – będziecie w stanie używać dowolny czasownik we wszystkich możliwych konstrukcjach, co opisałem w tekście Formy angielskiego czasownika.

Następną ważną kwestią jest to, czy aby przypadkiem czasownik, który właśnie poznajemy, nie zmienia znaczenia, gdy użyjemy go w czasach Continuous i Simple. Nie jest dużo takich niespodzianek, ale o zabawną pomyłkę nietrudno, bo My dad heard you oraz My dad was hearing you podlegają nieco innym prawom niż wynikającym ze standardowego użycia dwóch różnych czasów gramatycznych. Po prostu znaczą coś innego i warto wiedzieć co. No warto i już! Coby elokwencji nabrać i nie strzelać na lewo i prawo imiesłowami przymiotnikowymi czynnymi (active participle, czyli czasownikiem z sufiksem -ing), gdy rozwala to kontekst naszej wypowiedzi. Jakie to czasowniki? O tym dowiecie się z artykułu Czasowniki zmieniające znaczenie w czasach Simple i Continuous.

Kolejną cechą czasownika jest jego przechodniość, chociaż nie jest to coś, co absolutnie każdy musi sprawdzać już od pierwszej lekcji, gdy dopiero poznaje czasownik be. Przechodniość czasownika to cecha mówiąca o możliwości używania go w stronie biernej (passive voice). Gdy jest przechodni (transitive), to możemy go stosować w stronie biernej, a gdy jest nieprzechodni (intransitive), to występuje tylko w stronie czynnej (active voice). Piękne słowa są jak muchomory, ale z grubsza oznacza to tyle, że czasowniki przechodnie przyjmują dopełnienie, czyli coś, co jest obiektem, na którym podmiot wykonuje czynność, a co w stronie bierniej przejmuje rolę podmiotu. Widać to dokładnie w zdaniu It rained, w którym czasownik rained nie ma dopełnienia, w związku z czym nie wystąpi w stronie biernej. Natomiast w zdaniu She saw him czasownik saw występuje z dopełnieniem him, co znaczy ni mniej, ni więcej, że na jakimś panu pewna pani wykonała czynność widzenia. Polska język, piękna język, ale to wszystko udowadnia, że czasownik see może wystąpić w stronie biernej, gdzie dopełnienie him ze strony czynnej staje się podmiotem: He was seen (by her). Dla ułatwienia podpowiem, że jeśli tylko znacie czasownik (wiecie, co oznacza, używaliście go, bez większego zastanowienia potrafilibyście ułożyć z nim zdanie), będzie potrafili określić jego przechodniość bez sprawdzenia tego w słowniku. Jak wspomniałem, jeśli po czasowniku może być dopełnienie, czasownik jest przechodni. Jeśli nie można dopełnienia użyć, jest nieprzechodni. Nieco więcej o tym napisałem we wpisie Strona bierna nie taka znów bierna.

Z rzeczownikiem sprawa jest prostsza. Przede wszystkim sprawdzamy jego policzalność. Po co nam to? Żeby komuś nie powiedzieć Your hairs are so nice, bo się mu może przykro zrobić. Po to też, by wiedzieć, że rzeczowniki niepoliczalne (uncountable) nie mają liczby mnogiej, a jeśli już w niektórych kontekstach tę formę posiadają, ich znaczenie może ulec zmianie, jak to się dzieje ze zdrowotnym damage i prawniczym damages. I nie boję się powiedzieć Wam prosto w ekran, że wolałbym otrzymać to drugie, choć wcale nie jestem masochistą! Temu tematowi poświęciłem całą serię Znaczenie rzeczownika a jego liczba.

Jeśli rzeczownik jest policzalny (countable), zwracamy uwagę na to, czy liczbę mnogą tworzy regularnie poprzez dodanie sufiksu -s jak u większości rzeczowników. Jeśli nie, to sprawdzamy, jaka jest jego nieregularna liczba mnoga, bo się można zdziwić (np. cactuscacti), oraz czy przypadkiem nie posiada podwójnej liczby mnogiej – regularną i nieregularną – bo wtedy wybór odpowiedniej formy będzie zależał od znaczenia, jak z appendix („wyrostek/załącznik”)– appendixes/appendices. Chyba że komuś nie zależy, czy wysyła dokumenty z załącznikami czy ślepymi kiszkami. Ciekawostka dnia: niektóre słówka mają nawet i potrójną liczbę mnogą, np. taka sobie „ośmiornica”, czyli octopus, ma zwykłą liczbę mnogą octopuses, tradycyjną (łacińską) octopi oraz typowo specjalistyczną (biologiczną) octopodes.

W przypadku przymiotników i przysłówków wiele do sprawdzania nie ma, a mianowicie tylko ich stopniowanie i (jedynie u tych pierwszych) regularność, która czasami nie rządzi się żadnymi prawami. Nie trzeba jednak płakać, że znów coś jest o regularności, ponieważ nieregularnych przymiotników jest jak na refundowane lekarstwo, a o przysłówkach nie będę nawet wspominał, bo w sumie i tak gramatycy spierają się, czy to aby na pewno osobna kategoria słów, czy może wór, do którego wrzucamy wszystko, co nie pasuje do reszty. Jak zwał, tak zwał, bo należy jedynie wiedzieć, czy stopień wyższy i najwyższy tworzy się, odpowiednio, za pomocą sufiksów -er i (dodatkowo z przedimkiem the) -est, czy może przy użyciu słówek more i the most, ale już bez dodatkowych końcówek. Nie jest to jednak arcytrudne, ponieważ reguła mówi nam, że przymiotniki jednosylabowe odmieniają się z sufiksami (hot hotter the hottest), a minimum trzysylabowe – przed dodanie słówek more oraz the most (beautiful more beautiful the most beautiful). Pozostałe, czyli dwusylabowe przymiotniki, często są kwestią regionalną. Stopień niższy i najniższy od dowolnego przymiotnika i przysłówka tworzymy, stawiając przed nim słówko less i least. Więcej o tych częściach mowy znajdziecie we wpisie Stopniowanie angielskich przymiotników i przysłówków.

Słowniki angielsko-angielskie to też źródła podające poprawną wymowę słówek, co w języki angielskim jest naprawdę ważne, ponieważ w odróżnieniu od języka polskiego nie czytamy tego, co piszemy; relacja między pisownią a wymową jest, łagodnie mówiąc, niedoskonała. Pozwolę sobie zaryzykować twierdzenie, że jeśli języka angielskiego uczyliście się tylko w szkole, nigdy nie zwracaliście uwagi na kwestie typu dźwięki samogłoskowe, spółgłoskowe, dwudźwięki, trójdźwięki, o akcencie wyrazowym, zdaniowym czy łączeniach międzywyrazowych nie wspominając. Dlaczego jest to tak ważne, opisałem w odrębnej serii artykułów Angielska fonetyka.

Istnieją wersje papierowe (zdecydowanie nieporęczne) i elektroniczne (podatne na brak prądu) słowników angielsko-angielskich, z których ja polecam dwa bezpłatne i stale aktualizowane:

Na zakończenie przestrzegam też przed fatalnymi translatorami, z których nigdy, ale to przenigdy nie uzyskacie poprawnego zdania. Dlaczego? Odpowiedź jest szalenie prosta: wypowiedź to kontekst, a kontekst to coś więcej niż suma pojedynczych części tekstu. Kontekst, jako coś abstrakcyjnego, pozwala nam analizować kora nowa, czyli najmłodsza anatomicznie część mózgu, tzw. mózg neossaków. Mózg, którego komputerom brak, jeśli ktoś jeszcze nie zauważył. Translatory są w stanie dokonać przekładu, ale jedynie na poziomie pojedynczych jednostek leksykalnych, czyli słów, a nie całych zdań, tylko że do sprawdzenia znaczenia pojedynczego słowa, jak już wiecie, wystarczy słownik, a nie aspirujący do zaszczytnego miana tłumacza gniot o zdolnościach obliczeniowych lokówki.

Teraz już wiecie, czego się uczyć, ale jeśli nie jesteście pewni, jak się uczyć, zachęcam do lektury tekstu Strategie skutecznej nauki słownictwa, z którego dowiecie się, jak ja uczę się słówek.

9 comments on “Słownik to więcej niż słowa
  1. Super tekst szczególnie w czesci o translatorach. Będę korzystała z tego artykułu na zajęciach gdy ktoś użyje translatora

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>